Tchoukball w gminie wiśniowa, czyli pozasportowe uroki podkarpacia

Otwarcie turnieju przez samego wójta, wycieczka do największego schronu kolejowego na świecie, domowe jedzenie: chleb, smalec, masło i twaróg, wygodne materace do spania, dwie wyremontowane sale gimnastyczne oraz nade wszystko niekończąca się życzliwość gospodarzy – wszystkie te nieoczekiwane przyjemności czekały na 6 drużyn, które stawiły się w małej miejscowości na Podkarpaciu o nazwie Wiśniowa, aby 7 i 8 października rozegrać otwierający sezon 2017/18 I Turniej Tchoukballa o Puchar Wójta Gminy Wiśniowa. Wspaniałej sprawności organizacyjnej gospodarzy nie zaćmiła nawet nasza kiepska sportowa postawa. Bo trzeba przyznać, że po raz pierwszy od dawna spisaliśmy się poniżej oczekiwań. Przez cały turniej na boisku brakowało nam naszego najlepszego zawodnika i przywódcy, Tomka Kleszcza, który ze względu na problemy zdrowotne pełnił jedynie rolę trenera. Rozgrywki rozpoczęliśmy od zaskakującej i wyraźnej porażki z silniejszym z dwóch zespołów gospodarzy z pobliskiej Różanki (który po raz pierwszy w swojej historii znalazł się na podium w końcowej klasyfikacji), następnie w naszym najlepszym meczu pewnie pokonaliśmy tradycyjnych rywali – drużynę Warsaw Hornets. Potem jednak ponieśliśmy sromotną klęskę z Ursusem Alpha Rybnik, przegraliśmy również (choć po bardzo ambitnej walce) z późniejszym zwycięzcą turnieju, Ursusem Omega Rybnik i w ten niezbyt efektowny sposób zakończyliśmy pierwszy dzień zmagań. Nazajutrz odnieśliśmy nic niewnoszące zwycięstwo nad młodziutką drużyną Różanki B, ponieważ i tak czekała nas walka o miejsca 4-6. Pewnie, choć w nie najlepszym stylu, ponownie pokonaliśmy najmłodszą drużynę turnieju, by na koniec stoczyć niezwykle zacięty pojedynek o 4. miejsce z Warsaw Hornets. Po dwóch tercjach prowadziliśmy 26-22 i zdawało się, że jesteśmy o krok od zakończenia turnieju całkiem przyzwoitym rezultatem. Niestety, nasi przeciwnicy zdominowali ostatnie 13 minut gry i zasłużenie zwyciężyli 38-36, przewyższając nas głównie w aspekcie łapania. Ostatecznie więc zajęliśmy 5. pozycję i wróciliśmy do Warszawy z bolesną świadomością słabych punktów w naszej grze i silnym postanowieniem większego zaangażowania w treningi. Turniej będziemy jednak wspominać bardzo miło, bowiem pod kątem zaangażowania gospodarzy stał on na najwyższym poziomie ze wszystkich tchoukballowych imprez w ostatnim czasie i na pewno z przyjemnością powrócimy do Wiśniowej w kolejnych latach.

 

tchoukball 2 Tchoukball SGH Różanka 2 Tchoukball SGH Różanka tchoukball